5 czerwca roku pańskiego 2008, był piękny, słoneczny dzień, ale ona tego nie zauważała. Wstała i wyszła z domu. Na twarzy mijających ją ludzi malowało się wrażenie, iż są w innym świecie. Nie zauważali żebrającej kobiety z dzieckiem pod MacDonaldem, brudu na ulicach i pośpiechu w jakim wszyscy się pogrążyli... Czekały ją dziś jak co dzień: uczelnia, zakupy i obiad, może jeszcze przydałoby się sprzątnąć - pomyślała. Chiałaby się kiedyś zatrzymać, pooglądać świat, zachwycić się na dłużej jego pięknem. A czekają ja tylko sztucze uśmiechy do naptkanych ludzi, którzy myślą, że wiedzą co siedzi w jej głowie. Dom, mężczyzna, który już dawno przestał zachwycać się jej pieknem i spacerować z nią w deszczu. Przesadzam - mówi sama do siebie - przecież to normalna kolej rzeczy, muszę nauczyc się żyć rutynowo. Porzuciła myśli i ruszyła w drogę. Uczelnia: metodyka sala numer 145, poradnictwo 12..., potem supermarket: pomidory, salata. Co jeszcze? No tak feta przecież juz od dawna mówił, że ma a nią ochotę - dodała w duchu.
- 23,40 poproszę, miłego dnia - przerwała jej ekspedientka.
- Dziękuję, miłego...
Tramwaj numer 1, za 15 minut bedzie w domu. Razem z nią podrożowało starsze małżeństwo, trzymające się za ręce i szepczące sobie do ucha. Na jej twarzy pojawił sie uśmiech a w głowie myśl: czy my też będziemy tak wyglądać za 30 lat?
Znów zbyt mocno pogrążyła się w myślach i przejechała swój przystanek. Teraz szybko nalezy wysiąść i pobiec do domu. W drodze zdążyła wypalić papierosa, przecież wie jak on nie lubi, gdy pali w domu...Trzecie piętro.
- Dlaczego tu nie ma windy!? Rzucę palenie.
Znów uśmiech, zawsze tak mówi, gdy pokonuje te piekielne schody. Szuka kluczy,zdejmuje buty i włącza komputer.
- Na co mam dziś ochotę. Mhmhmhm. FADO!!!
I już z głośnikow wydobywają się smutne dźwięki portugalskiej melodii. Zawsze lubiła Marizę. 14:30, musi się spieszyć z obiadem. Myje warzywa, gotuje ryż... W przerwie dorwała się do ostatniego rozdzialu książki, którą planowała dziś skończyć. Telefon... Odbiera.
- Wszystkiego najlepszego kochanie... - rozbrzmiał głos jej przyjaciłóki.
No tak zapomniała, że dziś jej urodziny.
- Kiedy imprezka - krzyczy radosny brzęk ze słuchawki - nie wymigasz się, w sobotę o 20 tam gdzie zawsze. Nie, musisz być koniecznie, nie przyjmuję innej odpowiedzi. Przepraszam, ale mam klienta. Pa, do soboty. Kocham Cię misiu...
- Pa.
Jak mogłam zapomnieć o urodzinach, to przez ten egzamin... RYŻ!!!
Sytuacja opanowana.
W drzwiach przekręca się klucz i wchodzi on.
- Cześć kochanie, co na obiad? (Ciekawe życzenia, co nie?)
- Cześć, twoje ulubione danie kochanie.
- Umyję ręce i już idę.
- A buzi?!!!!
- O przepraszam, należy się rekonpensata...
Przytłumiony głos z łazienki: masz zajęty wieczór, bedziesz się uczyć?
- Chyba musze, a o co chodzi?
- Nie, nic chciałem obejrzeć z Tobą mecz. (świetne urodziny!!!mecz, może jeszcze piwo ;))
- Pomyślimy, pomyślimy...
Zjedli, ona zmywała, on wycerał naczynia. Patrzył na nią jakoś tak dziwnie, tak jak kiedyś, oczy mu tak nienaturalnie błyszczały. Ciekawe o czym myli - rozmarzyla się.
Gdy wreszcie znalazła chwilę dla siebie, usiadła w fotelu, popijała kawę. Podszedł on i nic nie mówiąc złapał ją za rękę.
- Co robisz?
- Ciiiiii... - wyszeptał.
Wsiedli do samochodu, ruszyli.
- Gdzie jedziemy, o co w tym wszystkim chodzi? Ja muszę się uczyć! A Twój mecz?
- Ciii, powiedziłam.
Na jego twarzy pojawił się ten szelmowski uśmiech, który tak lubiła. Gdy poziom poirytowania sięgał szczytu, wraszcie samochód się zatrzymał i otworzyły się przed nią dzwi.
- Pani pozwoli...
- Co Ty kombinujesz?
Jej oczom ukałazł się park. Przez chwilę wytrąciło ją to z równowagi( po co przywiózł ją tutaj), ale potem przypomniała sobie, że tutaj przecież tutaj mieli pierwszą randkę, pierwszy pocałunek...Z zadumy wyrwał ją uścisk i takie czuły pocałunek w szyję- uwielbiała to.
- Pamietasz? To tutaj zawrócilem Ci w głowie i już nie mogłaś o mnie zapomnieć.
- Ty?! Hihihhihi Tak, pamietam. Jak to dawno temu bylo.
Chwilę tak tkwili w zawiszeniu wpatrzeni w dal.
- Kochanie, nie zapomniałem, ze dziś masz urodziny, wszystkiego najlepszego... wiesz wybrałem ten dzień żeby Cię zapytać czy ... czy...
- Tak czy...
- Daj mi się skupić. Poczekaj to nie tak powinno się robić. Nalezy dbać o tradycję.
- Klękam przed Tobą (jej serce o mało nie zrobiło dziury w klatce piersiowej) z pokornym pytaniem czy zostaniesz moją żoną? Kocham Cię najbardziej na świecie, chwile spędzone z Tobą są najszczęśliwszymi w moim życiu, ja wiem, że ostatnio było miedzy nami jakoś drętwo, ale ja już wiem, że tylko z Tobą mogę przejść przez życie, chcę się zestarzeć przy Tobie, patrzeć na nasze dzieci, robić Ci rano kawę i tańczyć z Tobą w dzeszczu - lubisz to jeszcze?
Nie mogła powstrzymać łez, drżała. Myśli jak nigdy znikneły z jej głowy, widziala tylko jego.
- I jak? Wyjdziesz za mnie?
Nie mogła wydusić z siebie słowa, więc tylko przytuliła się do niego i kiwneła głową. Teraz już oboje płakali, ściskając się mocno.
- A pierścionek?!
- Hihihih proszę.
Pocałował ją mocno, zniknął otaczający ją świat i zrozumiała jak chce żyć, z nim nawet rutyna jest cudowna...
komentarze (0) | dodaj komentarz